|
◊ gg ◊ Bók ◊ DeviantArt ◊ Last.fm ◊
◊ 07: 1 2 3 4 5
◊ 06: 1
2
3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 ◊ 05: 1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12 ◊ 04: 5
6
7
8
Zdradziłam swoje autorytety. A myśl, że mogłabym je sprzedać za marne pieniądze, jeszcze bardziej mnie przeraziła.
Chociaż.
Chociaż może to one rzucały dotychczas na moje oczy tylko cień. Iluzję. Ułudę.
Tiah, chciałabym w to wierzyć.
Czuję się winna dojścia do tej zdrady. I może słusznie.
Ale to tak z innej beczki. To tylko nagł zryw i chęć zamknięcia pewnego rozdziału.
Do zobaczenia, pusta strono, za kolejne kilka miesięcy. Hawk.
2008-04-30, o godzinie 15:55:17 Komentarze: (1) skomentuj
Niebo i chmury, odbite w telewizorze, wyglądają cudownie.
Inaczej.
I nierealnie.
Dopiero, gdy odwracam wzrok i patrzę nań wprost wszystko wydaje się wracać do normy.
Jakby świat wciąż był światem.
2007-10-13, o godzinie 11:31:06 Komentarze: (1) skomentuj
Przeżylam oczyszczenie. Zdecydowanie. Istne katharsis w moim jakże genialnym i porywczym wykonaniu.
Wracam do domu, ulice puste, cisza. Tylko w słuchawkach lecą kolejne dźwięki, słowa kolejnej piosenki. Pada deszcz, czuję, jak kruche, drobne krople spływają mi po policzkach, włosach. Odwracam dłonie, wyciągam ręce. Pada, a w koło tylko cisza. Tylko ja. I tylko czarny kot przebiega mi drogę.
A ja to wszystko mam gdzieś, póki to jakoś mnie nie dotyka...
Do uszu napływa mi słodki jad, kiwam głową, opuszczam powieki, zamykam oczy. Idę dalej. Myślę: napiszę o tym, cholera, tak, to jest dobry pomysł. Napiszę o tym. Układam słowa, chociaż wiem, że i tak prędzej czy później wylecą mi one z głowy. Zawsze wylatują, gdy wcześniej myślę o tym. Wolę działać pod przypływem weny, nagłych impulsów, w krótkiej chwili. Wcześniejsze układanie na nic się nie zdaje. Tak, napiszę o tym.
Zwykle z tego nic nie wynika, a ja to wszystko mam gdzieś...
Dziękuję.
2007-06-03, o godzinie 20:24:26 Komentarze: (1) skomentuj
Do błędów, nagromadzonych przez przodków, dodali to, czego nie znali ich przodkowie - wahanie się i bojaźń - i stało się zatem, że zniknęli z powierzchni ziemi i wielkie milczenie jest po nich.
Zabawne, na jak chybotliwych zasadach zbudowana jest nasza wiedza o przeszłości.
2007-05-20, o godzinie 11:40:56 Komentarze: (0) skomentuj
Będę uważał, że niebo, powietrze, ziemia, barwy, kształty, dźwięki i wszystkie inne rzeczy zewnętrzne są tylko zwodniczą grą snów. Będę uważał, że ja sam nie mam ani rąk, ani oczu, ani ciała, ani krwi, ani żadnego zmysłu, lecz że mylnie sądziłem, iż to wszystko posiadam. Ale to przedsięwzięcie jest pełne trudów i jakaś bierność prowadzi mnie z powrotem do nawyknień życia. I nie inaczej jak więzień, który we śnie cieszył się wyobrażoną wolnością, gdy go później ogarną wątpliwości, czy nie śpi, obawia się obudzenia i nie otwiera długo oczu, aby nie spłoszyć ponętnych marzeń, tak też i ja dobrowolnie powracam do dawnych mniemań i lękam się przebudzenia.
Zakładam więc, że wszystko, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt, rozciągliwość, ruch i miejsce sa chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że nie ma nic pewnego.
Rene Descartes.
*
I czym jest człowiek w nieskończoności? Kto się zważy w ten sposób, przestraszy się samym sobą i zawieszony między tymi dwiema otchłaniami, Nieskończonością i Nicością, zadrży na widok własnych cudów...
Blaise Pascal.
***
Jaki sens? Jaki sens? - pytamy.
A tu na usta ciśnie się stwierdzenie krótkie. Jedno. Nic nic nieznaczące.
Nie wiem.
2007-05-14, o godzinie 18:42:10 Komentarze: (0) skomentuj
Stare domy wyburzono, albo same się zawaliły. Jadąc ulicą widać wiele nowych budynków. Tudzież odnowionych też.
Zima odchodząc zabrała za sobą swoje brudy, a wiosenne Słońce ukazało oczom nowe widoki?
A może po prostu czasy się zmieniły...
Kto wie, kto wie.
2007-04-15, o godzinie 19:12:46 Komentarze: (0) skomentuj
Dlaczego Jimmy'ego Page'a mogę narysować, a za cholerę nie umiem Roberta Planta? Kurde no. A cały zespół na szafie chciałam mieć.
2007-03-28, o godzinie 18:04:01 Komentarze: (2) skomentuj
Wiem, że nic nie wiem. Prawda, do cholery? Bo tak jest.
Pieprzone toposy.
Życie. Moje Termopile. Moje Montségur. Moje Helheim. Moje Passchendaele.
Czemu ta Istota jest taka piękna, taka okrutna? Czemu, my, zawieszeni gdzieś pomiędzy Nieskończonością i Nicością jesteśmy tak uczuleni na Piękno? Czemu tylko niektórzy?
Apollo szydzi z Marsjasza.
Apollo pięknie gra.
Natura płacze.
Apollo przywiązuje go do drzewa.
Apollo obdziera Marsjasza ze skóry.
Natura płacze.
Apollo gra.
TO jest piękne. TO jest okrutne.
TO zabija powoli, dajac rozkosz nieskończoną.
Bogowie żyją w nas. Bo to my ich tworzymy, prawda? Bo to my jesteśmy im najbliżsi. Bo czujemy ból. Bo czujemy smutek, bo jest w nas szczęście. I nadzieja.
Na życie wieczne?
Chce żyć wiecznie. Tak. Moje własne ego tak mówi. Pieprzony egoizm.
Życie to teatr. Teatr w teatrze.
Totus mundus agit histrionem.
I najgorsza jest świadomość, że ludzie wszystko stworzyli. I wszystko zniszczą.
Odzywa się Hamlet, Makbet. Lilia Weneda i Kordian. I Nie-boska komedia.
Nie powróci, nie powróci już...
2007-03-19, o godzinie 16:31:30 Komentarze: (0) skomentuj
Graliśmy na gitarach. Na zmianę, w cztery osoby.
Stare, dobre, znane tylko nam z grupy ballady, utwory, piosenki. Te blues'owe, rock'owe, czy takie, co lubi się śpiewać.
To był niesamowity czas: wśród znajomych, przyjaciół, pełen śmiechu, muzyki, zabawy.
Z pewnością to jedne z tych chwil, które nie ulatują w niepamięć, a wręcz przeciwnie - które wspomina się z uśmiechem na ustach, jednym z tych miłych grymasów twarzy.
Podobno najpiękniejszą pieśń łabądź śpiewa tuż przed swoją śmiercią.
...no i ponoć stara kabała sprawdziła się.
Change everything you are and everything you were. Your hard times are ahead. Best, you've got to be the best, you've got to change the world and you use this chance to be heard. Your time is now. Don't let yourself down, your last chance has arrived.
Tylko pokuta zawsze była bolesna...
2007-03-04, o godzinie 12:07:19 Komentarze: (0) skomentuj
Ach, jakże świat jest brutalny! Jaki prostacki. Jaki płytki.
Czym jest owa tęsknota, która we mnie siedzi, tęsknota za światem i życiem mi nieznanym? Ja po prostu chciałabym być istotą żyjącą wieki temu, by potem znów przenieść się w dziś i znów tęsknić. A może już to było, może życie inne miałam? Ja tęsknię za starymi czasami. Brakuje mi ich, a czuję te czasy tak, jakby były one zaledwie wczoraj, jakbym mogła je dosięgnąć rękoma, jakbym sama była ich częścią. A nie jestem. I szkoda.
Brakuję mi Starych Bogów. Wielkich kultów bezosobowych istot, ceremonii z nimi związanych, pogańskich obrzędów, rytuałów. Odwiecznej Magii i odwiecznych Tajemnic, wszechogarniającej Mistyki, pochłaniającej ludzi. Cóż za piękny to byłby świat, gdyby stare bóstwa nie umarły, nie odeszły w zapomnienie i pustkę, a trwały by nadal!
Chciałabym poczuć chłodny wiatr, owiewający mą twarz. Zobaczyć statki wypływające w kolejną podróż - może by handlować z innym ludem, by odkryć nie znane nikomu lądy, by plądrować wsie i grabić. Poczuć strach, gdy wrogie armie przekraczały granice, gdy władcy i królowie odnosili zwycięstwa lub porażki. Zobaczyć Złoty Wiek i jego przemijanie, wielki upadek kolejnych mocarstw. A nie patrzeć na to z oddali, przez zamglony pryzmat czasu, jakby to nigdy się nie wydarzyło, a było jedynie stworami z kart ksiąg i złudnych wspomnień.
Ile bym dała, by samotnie przemierzać bezludne stepy, pola i łąki, tajemnicze lasy i górskie przełęcze, pełne stworzeń, których nazw nie znałabym. Pełne magii i legend, które opowiadano by przez całe moje dzieciństwo, które słyszałabym od bardów i minstreli, od ludzi w gospodzie, od przekupek na targu.
Chciałabym przeżyć oczyszczenie, coś na wzór catharsis. Wziąć udział w sabacie, w Dionizjach, w spotkaniach tajemnych i pełnych czarów pogańskich. W ciężkich ubraniach tańczyć boso na polanie, wokół rozbrzmiewałaby ludowa muzyka i śpiewy, umysł i dusza pochłonęła by wszechpotężna wiara, myśl, że jest coś ponad mną, ogniska rozświetlały by mrok nocy, świetliki migotałyby w oddali. Pijana gawiedź szalałaby, krzyczała, wznosiła ręce do nieba, wzywając imiona zapomniane. Tak, istne oczyszczenie.
Brakuje mi ubrań. Nie takich jak dziś - wymieszane style, niedbałe stroje. Elegancja ogranicza się do prostych ubrań, świat serwuje nam porcję byle jakich szmat, wszyscy wyglądają jak błazny. Nie. Nawet błazen wyglądał kiedyś znacznie lepiej, niż ludzie dziś. Masowa produkcja - co za klęska! Ręcznie szyte na miare surduty, pełne przepięknych ozdób, miast plastikowych guzików kamee ozdobne. Futrzane kubraki, płócienne koszule i spodnie lniane, buty ze skóry szyte. Birety i czapki przeróżne na głowach, a ramiona okryte kabatami cyz płaszczami. Biodra przepasane stylowym pasem, togi na ciele, piękne i grube suknie lub niedbale upięte płachty. A kolory? Cóż za fantastyka! Od pokoleń przekazywane receptury na barwniki, staranne barwy, jakich nie można dziś już uzyskać. A teraz? Co nam masowa kultura przyniesie. A tfu.
Chciałabym zasmakować wina zaprawionego ziołami, zebranymi z pól o północy, ususzonymi w równonoc jesienną. Dobrego piwa, nalanego do drewnianego kufla, spróbować pieczeni, dziczyzny, upolowanej niedawno przez męża jakiegoś zdolnego.
Pragnę móc zobaczyć polowania, włosy rozwiane na wietrze, podczas gdy kopyta końskie rozrywają ziemię, a strzała dosięga celu. Zobaczyć jak kowal miecz na kowadle prostuje, bijąc weń młotem wielkim, jak łucznik cięciwę na łuk naciąga, lotki palcami przeczesując. Jak wojak jakiś zbroję na siebie naciąga, kubrakiem skórzanym przykrywając ciało. Pogrzeb wdowy starej, jak kruche jej ciało płonie, jak z bitwy na tarczy poległych niosą. Zobaczyć rozpacz matek nad dziećmi w zarazie zmarłymi, ciasne miasta ulice i pożar trawiący domy drewniane. Ujrzeć grody potężne - zamki, świątynie i mury je otaczające, proste wioski, chaty strzechą kryte. A nie, jak dziś, domostwa szare i bloki nijakie. A każdy z nich taki sam: identyczny i bezosobowy. Pióro, atrament wysychający na pergaminie, ręcznie przepisywane księgi i iluminacje złote, okładki drewniane i grube zatrzaski. Dziś? Papierowe ryzy, które więcej niż sto lat w ziemi nie przetrwają.
Ale nie. Królestwa upadały. Cywilizacja się zmieniała. Starzy bogowie zostali zabici przez Jedynego Boga, przez ludzi nowej wierze poddanych. Nowa polityka przegnała stare prawa. Odwieczne tajemnice i pogańskie wierzenia zostały heretyzmami nazwane i zakazane. Ja nie potępiam nikogo. O nie. Mi tego brakuje - cholernie! Nie ma już żadnych mistycznych przesłań, kacerzy, wojaków, niewiast zwykłych. Nigdy nie ujrzę drakkarów, legionów, królów i możnowładców. Dzisiejszy kicz pożera wszystkie marzenia, masowość i globalizm zatruwa ludzkie umysły. Stare czasy nie powrócą już nigdy. Nie.
A może one nigdy nie były?
2007-02-18, o godzinie 14:41:12 Komentarze: (0) skomentuj
|